Duże wytwórnie płytowe, to nic innego jak ogromne molochy marketingu masowego. Przed nadejściem ery internetu, były one jedynym sposobem dotarcia do mas. Na monopolu tym nie rzadko cierpieli artyści, którzy byli niejako zmuszani do wpasowywania się w kanony obowiązującego w danym czasie trendu. Masowy odbiorca nie zdawał sobie sprawy z tego, że często każdy jeden ruch wschodzącej gwiazdy, która akurat występowała w popularnym telewizyjnym programie, tak naprawde został wyreżyserowany przez sztab ludzi. Masowego słuchacza łatwo jest otumanić i z tego niekamuflowanego faktu korzystały i wciąż korzystają wytwórnie.

W dzisiejszych realiach, ze względu na oddziaływania wytwórni na radio, telewizję i dystrybucję, osiągnięcie sukcesu komercyjnego jest możliwe praktycznie jedynie pod skrzydłami dużej wytwórni, która to dzięki swoim powiązaniom jest w stanie pociągnąć za odpowiednie sznurki – czy to się komuś podoba czy nie.

Jednak, co interesujące, pomimo doświadczeń zebranych na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci prężnej działalności, wytwórnie płytowe wciąż nie mogą mieć żadnej pewności, czy ich marketingowa kampania odniesie zamierzony skutek, dopóki się ona tak naprawdę nie skończy. Analityki internetowe, sprzedaż płyt i początkowy „szum“ podpowiadają, że „coś“ zaczyna się dziać, ale nie sposób przewidzieć momentu, w którym zostanie osiągnięty punkt krytyczny. Punkt krytyczny, czyli moment kiedy powiedzmy sprzedaż płyt osiągnie swoje maksimum.

A jak ma się scenariusz działalności dużej wytwórni płytowej, do doświadczenia marketingu bezpośredniego, który popularyzuje się z zawrotną prędkością przez artystów „indie“?

Otóż, pomimo iż stosunkowo łatwo jest podążać sposobem myślenia wytwórni płytowych, które niejako odkładają na sam koniec moment zrozumienia tego, na ile ich kampania marketingowa okaże się skuteczna, marketing bezpośredni do fanów działa inaczej. Od samego początku, marketer zajmujący się tego typu marketingiem jest w stanie oszacować, czy jego działania są skuteczne czy też nie. Dlaczego? Ponieważ zanim głębiej sięgnie do portfela, musi on zadziałać dobrze najpierw na mniejszą skalę, zatem łatwo uzyskać wymierny wynik takiej ‚analizy’ bez wielkiego nakładu kosztów. Przykładowo, wysłanie e-maila do kilku tysięcy fanów ma sens jedynie wtedy, kiedy uzyskamy satysfakcjonujący odsetek oczekiwanych odpowiedzi wysyłając tego samego maila do 100 osób. Hmm, akurat w tym przypadku jeśli chodzi o koszty to może nie jest to za świetny przykład, bo ponowne wysłanie poprawionego maila nie zajęłoby wiele czasu ani nie kosztowało, ale za to warto pamiętać że często liczy się pierwsze wrażenie. A szansa na pierwsze dobre wrażenie jest tylko jedna.

Dlatego też, nalepiej zacząć swoje promocyjne wysiłki od nawet jedynych 10 osób i postarać się zrobić to dobrze, zanim pokusi się na podjęcie poważniejszych kroków, z którymi wiążą się też dalsze koszty. Jest to znacznie mniej romantyczny scenariusz, niż wydawanie dużych sum, ale za to niezawodny i sprawdzony sposób na wypracowanie podstaw, które pozwoliłyby na pokuszenie się na dalszą ekspansję.

Innymi słowy, artyści/zespoły dla własnego dobra powinny zamiast próbować uderzać do masowego odbiorcy, wykorzystać możliwość marketingu bezpośredniego, powoli poszerzając terytorium, jednocząc sobie kolejnych fanów jeden za drugim do momentu, w którym ich przekaz będzie na tyle mocny i łatwopylny, że zacznie rozsiewać się niejako sam. Nieudana kampania promocyjna jest o wiele łatwiejsza do naprawienia w fazie początkowej. Z kolei, jeśli artysta spróbuje dotrzeć od razu do mas, to tak jak w przypadku wytwórni, o tym czy poległ czy nie, dowie się dopiero na końcu.

Apropo, byłem ostatnio na koncercie Avarage White Band. Chłopaki koncertują od około 30lat, wydali wiele płyt, mieli podpisany kontrakt z dużą wytwórnią płytową itd. także są naprawdę doświadczeni w branży. W przerwie wokalista w chumorystyczny sposób namawiał do kupna ich najnowszej płyty wszystkich tych, którzy chcieliby zasponsorować ich muzykę. Żartował sobie, że kiedyś mieli sponsora w postaci wytwórni płytowej, od którego kasa była najdroższą pożyczką jaką w życiu zaciągnęli. Wszystkich tych którzy muzykują namawiał do pójścia drogą niezależną, stwierdzając, że to w tych czasach jedyna droga.

I chociaż w zasadzie nie jedyna, namawiam i jA.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here