Wielu twierdzi, że z muzyki nie da się już żyć. Bynajmniej, że nie da się żyć tak jak wcześniej. Niektórzy nawet żałują, że przemysł muzyczny nie wygląda tak samo jak w latach 80tych czy 90tych. Bo nie wygląda. Internet bezlitośnie ‚rozprawił się’ z wielkimi molochami muzycznymi, czyli głównymi, dużymi wytwórniami płytowymi. Rozprawił nie tak do końca, ale na tyle, żeby zapoczątkować etap wielkich zmian, dzięki którym przepoczwarzyły się realia. Zmian – dla prawdziwych artystów – jak najbardziej pozytywnych.

Wielu z tych, którzy żałują, że przemysł muzyczny nie wygląda już tak jak wcześniej, nie zdaje sobie może sprawy do końca z tego, jakimi prawami on tak naprawdę się rządził. Rzecz jasna, niezaprzeczalnym faktem jest, że w najlepszych czasach, wytwórnie wydały całą masę świetnych produkcji. Niemniej jednak sposób ich funkcjonowania i orientacja na zysk sprawiły, że artyści często zmuszeni byli do rezygnacji z własnych artystycznych ambicji, na rzecz komercjalizacji. Dla wielu było to jak gwałt na ich własnych duszach. No, może trochę przesadziłem, ale coś w tym stylu.

Znany przez długie lata system został zachwiany i obecnie próbuje się zdefiniować na nowo. Aktualnie nie ma jednego, standardowego modelu biznesowego. Przemysł muzyczny, który strasznie ucierpiał poprzez piractwo internetowe, próbuje stawić wyzwanie możliwości spieniężenia dużego obszaru, zamieszkanego przez piratów internetowych. Powstają nowe legislacje, mające na celowniku owy preceder. Niemniej jednak, największy potencjał dla przemysłu leży w szeregu nowo powstających modeli biznesowych, w dodatniej korelacji ze zwiększającą się różnorodnością urządzeń elektronicznych. Czyli Kowalski zamiast jak dawniej słuchać muzyki na walkmanie, może jej posłuchać przez np. telefon komórkowy, dzięki któremu może kupić ulubiony utwór na np. iTunes, posłuchać na jakimś serwisie, np. Spotify, lub po prostu wgrywając ją z komputera. Daje to szereg najrozmaitszych możliwości.

Wiele z tych nowych modeli biznesowych pochodzi z poza obszaru branży muzycznej. Wytwórnie płytowe, jak i artyści próbują obecnie nowatorskich rozwiązań w kwestii zdobywania fanów, oferując nowe możliwości w celu generowania własnego przychodu. Jako przykład: Warner Music przejęło stronę internetową piosenkarza Alejandro Sanz’s, trzykrotnie zwiększając liczbę wejść. Strona oferuje fanom dwie opcje miesięcznej subskrypcji, wliczając w to priorytetowy dostęp do biletów w przed-sprzedaży, bilety dla VIPów, promocyjne gadżety (ang. merchandise), ekskluzywne widea, a także regularny blog, prowadzony bezpośrednio przez samego artystę. (Mintel, 2010)

I jeszcze coś świeżego, odrobinę z innej beczki.. Według raportu International Federation of the Phonographic Industry (IFPI) z kwietnia 2010, liczba licencjonowanych serwisów muzycznych dostępnych w sieci, wzrosła z 50 w roku 2003, do około 400 w roku 2009. Dominacji serwisu iTunes, czoła stawić próbują inne serwisy à la carte (takie jak: Amazon, Tesco, 7Digital) , połowe których zostało wykupione przez HMV we wrześniu 2009. (Mintel, 2010)

Wracając do pytania, czy przemysł muzyczny jaki znamy umarł? W pewnym sensie tak.  Przede wszystkim wytwórnie płytowe mocno ucierpiały. Może ich straty nie były by aż tak wielkie, gdyby odpowiednio wcześnie zareagowały na zmiany w otoczeniu, zamiast uparcie polegać na organiźmie, który funkcjonował, i to bardzo dobrze, przez długie lata. Jednak czasy się zmieniły..

źródło:

Mintel, (2010), Paid-For vs Free – Consumer Attitudes to Pricing in Media and Music – UK – April 2010, Mintel Group [Online]

6 KOMENTARZE

  1. Może rynek muzyczny opanował internet i tak zwani "złodzieje" praw do emisji i sprzedaży, ale z drugiej strony jest on w obecnych czasach największym korytarzem marketingowym. W dużej mierze kradzież utworów jest w Polsce legalna, bo nikt nie ściga prawnie tych,którzy sprzedają marne mp3, lub całe pliki audio To zazwyczaj portale istniejące parę miesięcy i tak zarejestrowane, że dojście do autora prowadzi, przez Azję, Amerykę, biegun północny, a następnie po przez Marsa i nasz księżyc. Gdy już myślisz, że namierzyłeś go, to on po prostu znika i pojawia się na innym serwerze. Tak więc muzyka na płytach CD jest tylko i wyłącznie dla koneserów. Tak więc internet powinien ograniczać się do promocji i sprzedaży pełnych i legalnych wydawnictw. Jak na razie to raj dla złodziei. Nie zapominajmy, że muzyk, to też człowiek i ma takie same potrzeby jak każdy inny człowiek. Musi jeść, opłacać czynsz, utrzymać rodzinę i nieustannie wzbogacać swoje instrumentarium, aby słuchacz mógł dostawać nową muzykę, lepiej brzmiącą. Tak więc musi się zmienić prawo autorskie i musi powstać coś znacznie lepszego jak Zaiks i jemu podobni. Inaczej nadal praca muzyka będzie na łasce wytwórni płytowych, pseudo znawców muzycznych, którzy posiadają kapitał zamiast smaku i słuchu artystycznego i piratów muzycznych.

  2. Chociaż…. Wstrzymam się jednak z tym e-mailem jeszcze trochę czasu. Pisałeś w jednym z postów, że jeśli jakiś zespół będzie robił coś w stylu reklamującego filmu video, to chętnie obejrzysz takie coś. Jesteśmy właśnie w trakcie realizacji podobnego pomysłu i podrzucę go Ci właśnie w tej wiadomości.

    Pozdrawiam!

    Fenris

  3. hej.. no tak, ludzie różnie mówią. tak to już z nimi jest;]
    czy się opłaca poszukiwać wytwórnię? z pewnoscia tak. wytwornie mają przede wszystkim masę kontaktów, dzięki którym zespół tak naprawdę często ma szansę zaistnieć na rynku. mają ogromne doświadczenie w branży. generalnie wiedzą co w trawie piszczy.
    fajnie by było, gdyby zespół który ma podpisać kontrakt z wytwórnią rozwinął się niezależnie do takiego poziomu, na którym byłby w stanie negocjować z wytwórnią coś lepszego, niż kontrakt 360, czy coś podobnego. chodzi o to, że zespół, który działając niezależnie zyskał sobie znaczną rzeszę fanów i już sprzedał trochę płyt nagranych własnym kosztem, lub też pozyskanym przez inwestora, może z wytwórnią negocjować lepszy kontrakt. wszystko jest przecież do negocjacji;]
    długi temat. trochę takich rozterek znajduje się we wpisach na blogu..

    dzięki za komentarz! pozdrawiam!

  4. Czy opłaca się więc poszukiwanie wytwórni dla siebie jeszcze? Jedni mówią tak – inni nie – jak Ty uważasz?

    Rozmawiałem ostatnio długo z wokalistą zespołu HATE – ATF Sinnerem. Mówił mi że wytwórnia jest prawie niezbędna jeśli myśli się poważniej o graniu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.